Słodkie kłamstwa.

            Kilka słówek od autorki: Historia pisana pod wpływem emocji. Chciałabym zadedykować ją pewnej szczególnej osobie – Łukaszowi G. Tęsknie za Tobą. Wszystkie uczucia, jakie odczuwam – opisałam w opowiadaniu z myślą o Tobie. To mój prezent dla Ciebie z okazji: Mikołajek. Mam nadzieję, że Ci się spodoba.
            A Wam czytelnikom życzę miłego czytania mojego opowiadania.

„Nig­dy nie po­myślałabym, że można tak kochać. Przyp­ra­wia mnie to wręcz o śmiech, bo nie wierzę, nie pot­ra­fię wyob­ra­zić so­bie jak bar­dzo wiel­ka może być miłość ... Uczu­cie, które jeszcze do niedaw­na widziałam tyl­ko na kar­tce pa­pieru, a które dziś czuję w ser­cu. Jest wspa­niałe, ale jed­nocześnie ta­jem­nicze i może na­wet prze­rażające, mało wytłumaczal­ne”.

            - Błagam, zaczekaj! – krzyczałam.
            - Jesteś naprawdę irytująca, Sakura… - wyszeptał nad uchem. Czułam zimny powiew wiatru, jaki łączył się z jego głosem. Tworzyli wspólne echo. Przyciągało, odpychało, ale było cholernie fascynujące. Pożądałam tego za każdym razem. Odwróciłam się bez słów do niego, aż naparł. Oboje wylądowaliśmy na ławce. Pochylał się, kiedy się natychmiastowo odnalazł mojej wargi. Rozbudzał dawną tęsknotę, jakiej się wyzbywałam wielokrotnie. Pozwoliłam na ostatni, samotny, namiętny taniec naszych języków. Wykonywały szybkie obroty, tak samo spojrzenia. Wplątałam dłoń w jego gęstych kosmykach, badając opuszkami sterczącą czupryną. Uśmiechnęłam się do samej siebie. Ta woń, te ciepło było najcudowniejsze dla mnie. Było to tak ważne, że serce przyspieszało. Mógł usłyszeć, każdy odgłos, zauważyć każdy rumieniec, jaki pokrywał policzki.
            Jednak wczorajszy, dawny sen znikł. Był granicą, jakiej bramy zamknęły przede mną drzwi. Szukałam wyjścia, jednak zostałam zamknięta we własnej jaskini. Krzyczałam, tupałam, płakałam, ale nikt nie odpowiadał. Cisza jakby bawiła się uczuciami skrzywdzonej nastoletniej dziewczynki. Aż piękny obraz rozprysł się, jak mydlana bańka. Znikła nadzieja, pozostał ból. Nie było już w nich łez, tylko rosnąca siła. Wszystko się układało, dopóki nie natknęłam się po kilu miesiącach na mężczyznę.
            W tym czasie przemierzałam szybkimi krokami alejki Konohy, rozglądając się w oddali, za nieznanym celem. Nigdzie go nie widziałam, ale moje serce rwało do niego. Przystanęłam, kiedy nasze oczy na nowo się odnalazły. Zieleń z hebanem. Oba mówiły dziwnymi językami. Taksowały, świdrowały, dając upust uczuciom. Przełknęłam z trudem ślinę, chwytając się brzegu ściany. Już nic nie wypowiedziałam, tylko poczułam własne łzy, które skapnęły po policzkach. Chciałam wydusić kilka słów, podbiec, ale nie widziałam się sylwetki. Znikła, niczym biała mgła w śnieżycy.
            Była to smutna historia. Nikt o niej nie wiedział. Skrywałam ją głęboko we własnym sercu. To słodka tajemnica, jaką pielęgnowałam. Minęło od niej dziesięć lat. Sakura Haruno przerodziła się w dojrzałą specjalistkę w dziedzinie medycyny. Poświęciłam jej wiele czasu w swoim życiu, dzięki czemu zostałam doktorem. Moja specjalizacja skupiła się na onkologii. Pomagałam ludziom trudnym chorym na raka, aby wyzdrowiali psychicznie i fizycznie. Do tej pory czułam się z tym świetnie, dopóki nie poznałam mężczyzny. Nazywał się Itachi Uchiha. Niebawem planowaliśmy ślub. Byłam szczęśliwa, ale tęskniłam za czymś w rodzaju miłości. Jednak mogłam o niej zapomnieć. Nie było to ważne, ponieważ pasowało mi to po jednym zawodzie miłosnym. W porównaniu do mojego pierwszego partnera spełniał wszystkie moje prośby, mogliśmy się na spokojnie dogadać. 
            Odetchnęłam z ulgą. Spojrzałam na własne odbicie w lustrze. Biała koszula, na krótkim rękawie opinała mój spory biust, opinając szczupłą talię. Westchnęłam po cichu z niezadowolenia, przejeżdżając czerwoną szminką po ustach i zbiegając na dół. W między czasie udało mi się poprawić włosy, jakie związałam w kitkę i nałożyć czarne szpilki, dopasowane do czarnych spodni.
            - Już idę! – krzyknęłam do drzwi, podbiegając i uchylając. Przede mną znajdował się wysoki mężczyzna. Miał czarne włosy i o tym samym kolorze włosy. Był jednych z najprzystojniejszych mężczyzn, jakich spotkałam od kilku lat. Pozwoliłam mu bez żadnych oporów zabiegać o mnie, aż kilka miesięcy temu, zaproponował ślub. Zgodziłam się. Przygotował kolacje w restauracji, piękny bukiet róż i złoty diamentowy pierścionek zaręczynowy, jaki znajdował się na moim palcu. Nie rozumiałam do tej pory, dlaczego przypominał mi siedemnastoletniego chłopca. Pokręciłam głową, starając się zapomnieć o tym. Wtuliłam się, rozkoszując bliskością narzeczonego. Wyczuwałam od niego zapach wody kolońskiej, jaki drażnił mój nosek. Zaśmiałam się, wsiadając przede mną drzwi do limuzyny. Zachęcającym gestem, wsiadłam i usiadłam obok niego.
            - Mówiłam ci wiele razy, że mogę pojechać swoim autem.
            - Dzisiaj dla odmiany pojedziesz moim – dodał, wyjmując papiery z teczki i przeglądając. – Zapomniałem zapytać o to wcześniej. Co ty na to, abyśmy dzisiaj zjedli wspólnie obiad z moim bratem?
            - A dlaczego nie? – odpowiedziałam, a on rozpromienił się. Przybliżył, całując moje wargi i wbijając. Odwzajemniłam, rozchylając usta.  Kierowaliśmy się coraz bliżej w stronę firmy, dlatego pozwoliłam mu na kilka igraszek. Dłońmi zniżał się do moich ud, badając ich głąb. Zamruczałam przy jego uchu, kiedy ścisnął pośladek i lekko go klepnął. Po chwili oderwał się, wysiadając i uchylając. Maszerowałam za nim, bez słów. Jego myśli pochłaniało coś innego. Wiedziałam, że to nie czas, aby mu przeszkadzać, dlatego grzeczniutko wykonywałam jego rozkazy. Słyszałam stukot własnych obcasów, wchodząc do pomieszczenia i witając się ze wszystkimi. Dzisiaj było ważne wydarzenie dla całej firmy. Wyczuwałam całą aurę. Wszyscy pracownicy denerwowali się, a mi pozostało czekać wraz z nimi. Wiedziałam, że osiągnie sukces. Zawsze dążył do tego.
            - Kochanie, zaczekaj tutaj. Zaraz wrócę – powiedział, pozostawiając mnie samą. Usiadłam na kanapie, przypatrując się sekretarce. Rozmawiała przez telefon. Posiadała długie, czarne włosy. Ubrana była w białą suknię, jaka podkreślała jej urodę. Odwzajemniła jej uśmiech, przenosząc spojrzenie na obraz. Głośno westchnęłam, wstając i wpadając na nieznajomego. Syknęłam, upadając i spoglądając do góry.
            - Uważaj, jak chodzisz – mruknął, nie pomagając mi wstać. Tylko spochmurniałam, kierując się za nim i zatrzymując gestem.
            - Lepiej uważaj na słówka – syknęłam, a kiedy odwrócił się do mnie, przyjrzałam mu się. Ciemne kosmyki opadały na jego czoło, a wiele z nich sterczało po boku. Hebanowa toń oczu mierzyła zimnym spojrzeniem, obserwowała. Przełknęłam z trudem ślinę, kiedy uświadomiłam sobie, kto stał obok mnie. Zacisnęłam nerwowo ręce, a kiedy próbowałam odejść, zamknął tylko drzwi, przypierając mnie do ściany. Przełknęłam z trudem ślinę. Nie mogłam się wyrwać. Jego uroda mnie zafascynowała, w szczególnie usta, jakie zacisnął.
            - Niespodziewanie spotkanie – rzekł, unosząc mój podbródek do góry. Wydawało mi się, że chciał mnie pocałować, ale odsunął się, poprawiając garnitur i przesyłając zadziorny uśmieszek. Ścisnęłam dłoń, próbując uporządkować myśli, ale po chwili wszedł mój narzeczony, wyciągając przyjazną rękę do mężczyzny.
            - Cieszę się, że znalazłeś czas, aby odwiedzić swojego starego brata – wydukał, śmiejąc się. A ja sobie uświadomiłam na jakim znajduje się położeniu. Pobladłam, chwytając się ściany i rozchylając powieki ze zdziwienia. Nie dowierzałam. Jak to możliwe?! Myślałam, że nigdy nie spotkam tego drania! Przez mężczyznę, jakich wyzbyłam się uczuć był Sasuke Uchiha. Obsmarowany w prasie, jako najgorętsze i najseksowniejsze ciacho. Nie poszukiwał kandydatki na żonę. Był wolnym kawalerem, który poświęcał wiele nocy na zaliczenie. Podeszłam, wymuszając z siebie szczery uśmiech i witając z nim. Kiedy nasze palce się musnęły, poczułam dreszcz. Jego dotyk, jakby pieścił, ugaszczał wygłodniałą tęsknotę. Odsunęłam ją natychmiastowo.
            - Chciałbyś dzisiaj zjeść z nami obiad?
            - Może – odburknął, chowając dłonie. Kątem oka cały czas lampiłam się na niego. Czarny garnitur, a pod nim biała koszula podkreślała doskonale umięśniony tors. Również był ubrany wytwornie, ale wyglądał seksowniej, niż mój narzeczony! Sakura, przestań! Obudź się! Planujesz za kilka miesięcy ślub, nie czas na romansidła, jasne?!
            - Kochanie, przyniesiesz mi kawę? Planuje porozmawiać z Sasuke o kilku ważnych rzeczach. Chciałbym zostać z nim sam – pokiwałam głową, zbliżając się do drzwi. Odwróciłam na moment głowę. Zauważyłam dwie tęczówek. Przypatrywały mi się w dziwny sposób. Nie znałam go, nie rozumiałam, ale serce natychmiastowo odpowiedziało. Westchnęłam, udając się do wyznaczonego miejsca.

            Zbliżał się czas kolacji. Poprawiłam tylko makijaż, przyglądając. Czerwona suknia opinała doskonale, każdy detal, a szminka podkreśliła bardziej barwę włosów. Zdecydowałam się sama udać do restauracji, ponieważ Itachi został zasypany masą papierów, przez co mógł się spóźnić. Westchnęłam, wysiadając z auta i wchodząc do wytwornej restauracji.
            - Dobry wieczór. Moje nazwisko to Haruno. Mój narzeczony zarezerwował stolik dla trzech osób na godzinę 19.00. – wyszeptałam, kierując się za kelnerem, jaki mnie zaprowadził do zarezerwowanego stolika. Zatrzymałam się, przed nim widząc młodszego Uchihę.
            - Nie powiem, że nie brak ci gracji, ani elegancji – rzekł, zbliżając się i oplatając dłonią, moją szczupłą talię.
            - A tobie brak taktu i przyzwoitości – mówiłam oczarowana, pod blaskiem jego ocząt. Wydawały się groźne, łagodne, ale czarujące.
            - Naprawdę? Pokażę ci za moment, na co mnie stać – i jak powiedział, tak zrobił. Znaleźliśmy się w odosobnionym kącie. Chciałam uciec, ale moje serce, umysł, ciało mi nie pozwalało. Poczułam tylko, jak dotyka mojego policzka. Gładził, muskał. Był to tak ciepły dotyk, jaki wprowadził mnie do niegrzecznej gry. Nie było już ucieczki. Wplątałam się w jego pułapkę.
            Nic nie mówiłam, zamykając oczy. Pragnęłam, aby mnie pocałował. Nie potrafiłam się, powstrzymać, ale on nic nie robił. Stał, uśmiechając się figlarnie i popychając na podłogę. Upadłam, sycząc i zauważając go przed sobą. Uniósł brzeg mojej sukienki, nerwowo. Ucałował brzeg moich ud. Zamruczałam, aż pochylił się nade mną. Przyglądałam mu się. Nie wiedziałam co zrobił, aż wpił swoje spragnione wargi w moje usta. Wydałam z siebie głośny odgłos, odwzajemniając i wplątując palce w jego gęste kosmyki. Brakowało mi tego. Cała płonęłam. Pożądałam go, zachęcając i rozpinając kilka guzików koszuli, odsłaniając tors. Dotknęłam go, a on niecierpliwie podwijał suknię.
            - Za chwilę cię zerżnę. Będziesz tylko moja – powiedział, akcentując uważnie, każde słowo. Przytaknęłam, drżąc pod tym płonącym spojrzeniem. Rozbierał i torturował. Gdy zdjął stringi, byłam pewna co się wydarzy. Otworzyłam swoje ukryte uczucia i pragnienia przed mężczyzną, jakiego kochałam. Pragnęłam tylko ukoić swoje marzenia. Wyczułam jego wielką dłoń na pośladkach, jaka mnie ugniatała i doprowadzała do fali przyjemności. Rozchyliłam po chwili szeroko nogi, wyczuwając, jak wbija się we mnie i zaczyna penetrować moje wnętrze. Jęknęłam w odpowiedzi, pozwalając na więcej pchnięć i dzikiej rozkoszy. Cała tęsknota, ból i łzy, gdzieś odeszły w zapomnienie. Poruszaliśmy się wspólnym rytmie.
            - Zajęcz, głośniej – wydyszał, a ja to wykonałam. Oddawałam się jego poleceniom. Czułam od dłuższego czasu, że jestem dla kogoś ważna. Robił to z wyczuciem, że odlatywałam w nieznaną dotąd mi krainę. Poczułam, jak ugniata moje sutki, po czym zniża się i przygryza. Oddychałam ciężej, aż rozpadłam się. Doszłam, a on niedługo po mnie.
            Gdy skończyliśmy igraszki, poprawiłam się, wstając i szybko odchodząc. Zaczęłam mieć wyrzuty sumienia. Oddałam mu się. Coś ty zrobiła, Haruno?! Zauważyłam nieopodal Itachiego, jaki machał do mnie. Wymusiłam uśmiech, podbiegając i całując go w policzek. Gram na dwóch frontach! Raz się pieprzę, a potem lecisz do innego?!
            - Miałem okazję poznać twoją cudowną narzeczoną braciszku – wycedził te słowa z taką satysfakcję, że poczułam dziwny dreszcz. Wydawało mi się, czy on kpił?
            - Masz rację, jest wyjątkowa – ucałował moją dłoń, odsuwając krzesło. Usiadłam obok Itachiego. Obawiałam się tego, co chciał planował Sasuke. Miał niebezpieczne błyski w oczach. Wyczuwałam, że znów taksuje i rozrzuca ze mnie ubrania. Zawstydziłam się, nerwowo wyjmując lustro i poprawiając szminką, usta.
            - Mów do rzeczy – odburknął młodszy Uchiha, upijając lampkę czerwonego wina. Z pewnością kelner, musiał pod naszą nieobecnością, nalać ją do kieliszków. Wiedziałam, że wszystko się komplikuje. Uchiha oznaczał kłopoty. Cholera! Tupnęłam.
            - Ja i Sakura chcielibyśmy zaprosić cię na nasz ślub, za dwa miesiące. – uśmiechał się, obejmując i wyjmując z kieszeni małe pudełeczko. Podał mi je. Przełknęłam z trudem ślinę, otwierając. Rozszerzyłam oczy ze zdziwienia, kiedy zauważyłam piękny szafirowy naszyjnik.
            - To dla mnie? – zapytałam, ale kolejna wątpliwość pojawiła się, gdy brunet wstał, dziękując za kolację i odchodząc. Poczułam chłód, próbując zignorować to.
            - Nie przejmuj się. Zawsze taki był – próbował pocieszyć, a ja przytaknęłam.

            Następnego dnia udałam się do pracy, siadając przed biurkiem i słysząc donośne pukanie. Poprosiłam o wejście, nie zwracając uwagi na to, kto przybył. Uniosłam wzrok, podskakując i piszcząc. Uchiha przymknął moje usta, natychmiastowo. Zaśmiałam się szczęśliwa, ponieważ nie spodziewałam się, że tak w szybkim tempie, zdobędzie tyle informacji o mnie. Poczułam pocałunek na wargach, bardzo namiętny, wyrywający mnie z pochmurnych myśli. Zamknęłam oczy, odwzajemniając i przyciągając bliżej siebie. Nie umiałam się oprzeć. Przyciągał! Jasna cholera! Oderwałam się, zmywając z siebie ślady zdrady i podnosząc.
            - Czego chcesz? – zapytałam, stając przed nim.
            - Ciebie.
            - Mnie?
            - Nie zadawaj zbędnych pytań – wycedził, biorąc mnie za dłoń i rzucając na łóżko pielęgniarskie. Znów górował. Nie wiedziałam, czego chciał, ale pragnęłam go!
            - Przestań… - mówiłam słabym głosem, kiedy rozpinał guziki, białego fartuszka. Nie fatygował się, tylko szybko rzucił go na podłogę, natychmiastowo przechodząc do nowych czynności. Uciskał piersi, obcałowywał szyję, zmieniając co jakiś czas gesty. Coraz głośniej mruczałam, wyczuwając jak drugą ręką, zabawiać się moim punktem do czeluści rozkoszy. Na początek wszedł jednym palcem, a następnie rozpoczął nową torturę zwaną: wyjmowaniem blisko dochodzenia. Pobudzał, rozbujał, aż na koniec nie pozwolił dojść. Wyczuwałam, że stoi coś więcej na tym. Nie mówiłam nic, gdy wstał, pozostawiając mnie rozpaloną. Postanowiłam przemilczeć to, ale rozsądek mnie nie nakazywał. Podeszłam do Sasuke, ale on odepchnął.
            - Czy związałaś się z nim, dlatego że go kochasz?
            - Nie rozumiem…
            - Wiesz doskonale o czym mówię! – warknął, zrzucając na podłogę wazon. Gdy rozchyliłam zielone tęczówki, dostrzegałam w jego oczach pogardę. Szybko ubrałam się, aby nikt nie zastał mnie krępującej sytuacji.
            - Tak, kocham – powiedziałam, kłamiąc i patrząc na niego poważnie. Tylko wyszedł, trzaskając drzwiami. Oddałam się swojej pracy, zapominając o wszystkim. Chciałam wrócić do domu i tylko zapomnieć o wydarzeniach z przeszłości i dzisiejszego dnia.

                         Nie zetknęłam się z Uchihą od kilku miesięcy. Dzisiaj miała odbyć się ceremonia ślubna. Obawiałam się jej. Moja przyszłość była wymierzona. Tak naprawdę nie chciałam tego, ale uśmiechałam się do siebie w lustrze, przekonując: Będzie dobrze, Sakura! Ścisnęłam nerwowo dłoń, kierując w stronę ołtarza, na jakim czekał mój narzeczony. Dzisiaj miał stać się moim mężem. Przełknęłam powoli ślinę, wyczuwając pod powiekami łzy. Czy każda panna młoda tak się denerwuje? Tak!
            Zaśmiałam się pod nosem, przystępując i znajdując obok Itachiego. Szeroko uśmiechał się. Odwróciłam wzrok na otaczających nas ludzi. Nie widziałam, pośród nich Sasuke. Westchnęłam, wsłuchując się w słowa księdza, jaki kazał, powtórzyć Itachiemu słowa przysięgi.  
            - "Ja Itachi Uchiha biorę Cię Sakuro Haruno za żonę i ślubuję Ci miłość, wierność(…)." – nie dokończył, ponieważ do Kościoła wbiegł niespodziewany gość. Zaśmiałam się ze łzami w oczach. Biegł w naszą stronę, biorąc mnie za dłoń i pozostawiając niedoszłego małżonka na ceremonii ślubnej. Uciekałam, zaskoczona tym wszystkim. Rozchyliłam oczy ze zdziwienia, kiedy zauważyłam grymas na jego twarzy. Pozwoliłam mu to przemilczeć, ponieważ wyczuwałam, że stanie się coś ważnego, co odmieni moje życie.          
            Wsiadłam do auta. Wykonałam to bez żadnego stwierdzenia i narzekania, jadąc z nim w nieznane dla mnie miejsce. Gdy znaleźliśmy się w oddali, zauważyłam chatkę. Poznałam ją. Po raz pierwszy tam poznałam Sasuke.
            - Pamiętam do dzisiaj to miejsce – rzekł, gdy zbliżaliśmy się do niej. Wyciągnął dłoń w moim kierunku, a gdy próbowałam ją ścisnąć, potknęłam się o mały kamyk. Głośno się roześmiałam, kiedy wylądował na ziemi. Zauważyłam, jak znalazł się koło mnie.
            - Ja też je pamiętam – wyszeptałam.
            - Powiem to tylko raz. Wyjdziesz za mnie?
            - Że co?!
            - Nie będę się powtarzać – wstał, a ja doganiałam go. Nie dowierzałam w to co słyszałam. Uchiha Sasuke mi się oświadczył, a to dopiero miłe zaskoczenie! Mam nadzieję, że ten dzień długo pozostanie w mojej pamięci.

         


2 komentarze:

  1. Dziękuje kochanie, cudne opowiadanie <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cała przyjemność po mojej stronie, że mogłam napisać taką historię.

      Usuń