Trudna droga.

             Kilka słówek od autorki: Pomysł zrodził się, podczas słuchania muzyki. Zainspirowała mnie do napisania, czegoś innego. Chciałabym zadedykować ją Łukaszowi. Osobie, którą bardzo mocno kocham. Podziwiam Cię za ducha walki i odwagę. Motywujesz mnie do pisania.
            Dedykuję ją również Karolinie, Piotrowi i Jakubowi. Dziękuję, że mogę zawsze z wami porozmawiać, pośmiać się i powygłupiać.
            I pozostałym, jacy odnajdą tam, coś co ich przyciągnie do mojego tekstu.

            - Nie uciekniesz przede mną, Sasuke Uchiha – powiedziała kobieta, pospieszając konia i galopując przed siebie. Wiatr rozwiewał jej różowe włosy na wiele stron. Mówiono, że jest czarownicą. Oczarowywała, porzucała mężczyzn, który rozkochiwała w sobie. Teraz jej kolejną przynętą był młody mężczyzna. Słyszała o nim, że jest jednym z najwybitniejszych książąt, pośród gór i rzek. Przetrzymała lejce, zeskakując. Przywiązała swojego towarzysza, kierując się w stronę lasu. Nie było niczego, co by ją wystraszyło, ale gdy zauważyła dwie czarne tęczówki przeszył ją dreszcz. Próbowała odpowiedzieć, jednak pozostała cisza. Zamrugała, odkrywając kaptur. - Wyłaź!
            - Myślisz, że jestem taki naiwny, jak pozostali? – zapytał, chwytając ją za dłoń. Ścisnął mocniej, a gdy odwróciła się w jego stronę, poraziło go jej piękno. Rozchyliła szeroko powieki, wpatrując zaskoczona. Był wyższy. Sięgała mu zaledwie do ramion. Czarne włosy opadały na jego czoło, pozostała część sterczała. Zrozumiała, przed czym ją ostrzegali. Pragnęła się uwolnić i uciec z własnej pułapki, ale było za późno, gdy przyłożył jej miecz do szyi.
            - Zabijesz kobietę? – spytała.
            - Podczas zabijania nie zwracam uwagi na płeć. – odparł przy jej uchu. Wyszeptała po cichu słowa, ale nawet jej serce reagowało na głos nieznajomego.
            - To chociaż poznaj moje imię, za nim dokonasz wyroku śmierci.
            - A więc, jak brzmi twe imię?
            - Sakura – mruknęła. Był jej. Uśmiechnęła się, wyrywając mu miecz i przerzucając drugą dłonią. Zaśmiała się, gdy przyparła go do drzewa. Ich twarze dzieliły zaledwie milimetry. Przybliżała broń, ale on ją pochwycił i rzucił na ziemię. Aż przygniótł ją własnym ciałem. Wyczuwała pod opuszkami jego mocno umięśniony tors z lekkim zarostem. Przełknęła ślinę, ale kiedy zamknęła z całych sił oczy, poczuła na swoich ustach delikatny, wręcz aksamitny pocałunek. Najpierw walczyła, ale potem poddała się. Zamruczała, jednak gdy spojrzała ponownie, pozostała cisza.

            - Sprawdź wszystkie informację o Sakurze – powiedział, siadając na krzesło i zarzucając białą koszulę. Zobaczył tylko skinienie, wypraszając służbę i rozkoszując się czerwonym winem. Kojąco na niego działało. Wyczuwał ten smak. Był podobny, jak usta kobiety. Zaskoczyła go. Stwierdził, że potrafiła posługiwać się bronią. Miała cięty języczek. Podobała mu się to. Przejechał palcem po kieliszku, pieszcząc go, a potem pozostawiając na bok. Miał zastąpić swojego brata przez kilka dni na tronie. Nie przepadał za władzą. Wolał samotność, bez ludzie. Dlatego często wyruszał w las, aż spotkał tam dzikuskę.    
            Dzisiaj przechadzał się po nim, aż w oddali widział sylwetkę. Chciał na początku podejść wroga od tyłu, ale rozpoznał po mniejszych krokach, że to kobieta. Gdy zbliżyła się do niego, mógł ją ocenić. Zielone tęczówki, połączone z różowymi włosami. Miała związane je w długi warkocz, który sięgał jej do bioder. I do tego rumieńce o barwie czerwieni. Nie widział przedtem takiej uroczej kobiety. Uniósł się, gdy sługa zjawił się z listem w ręku. Odpieczętował go, czytając. Nie wyrażał nic, tylko wybiegł, wsiadając na konia i pospieszając. Gnał coraz szybciej, aż wiatr go poganiał. Zatrzymał wierzchowca, upadając na kolana. Przed nim leżało wiele martwych ciał, w tym rodzice i brat. Próbował coś wypowiedzieć, ale poczuł łzy na policzkach, zaciskając dłonie.
            - Nie! – krzyczał, ściskając martwe ciało matki. – Odezwij się! – jego głos roznosił się echem. A barwa krwi, poplamiła niedawno ubrane, nowe szaty. Jeszcze kilkakrotnie poruszał, ale nie poskutkowało. Trząsł, aż poczuł, gdy ktoś go odsuwa. Wyrywał się, ale trzymano go. Płakał coraz głośniej, jak małe dziecko. Nie dowierzał w to, co widział. Zacisnął mocno dłonie. Zemści się!

            Rozchyliła raptownie powieki, próbując złapać oddech. Podczas snu wyczuwała coś nieprzyjemnego w powietrzu, uniosła się i chwyciła za nóż. Przejechała nim kilkakrotnie w powietrzu, oddychając z ulgą. Była sama. Całe szczęście. Zrzuciła z siebie nakrycie, po cichu wychodząc z jaskini i powtarzając czynność. Nic. Jednak to uczucie, jakie ściskało ją w piersi nie pozwalało na spokój. Spakowała się szybko, wsiadając na towarzysza i wyruszając. Wydawała mu co jakiś czas polecenia, dostrzegając ścieżkę. Zjechała na nią, otaczając twarz kapturem. Wiedziała, że jej włosy rzucają się w oczy. Były przekleństwem. Zdawała sobie z tego sprawę. Odkąd została porzucona przez rodziców, pewien mężczyzna przepowiedział jej przyszłość. Opiekował się nią, ratując przed napastnikami. Był dla niej ważny. Nazywał się Daichi. Do dzisiaj pamiętała ten uśmiech. Była mu wdzięczna. Dawniej nie dowierzała przepowiedni, ale kilka lat później, całe fatum się sprawdziło. Nienawidziła za to jakichkolwiek ludzi. Oddaliła się od osób, które kochała. Wydały ją za pieniądze. Jej najlepsza przyjaciółka Ino, blondynka o niebieskich oczach, tak samo ukochany mężczyzna. Nazywał się Sai. To przez ich romans wspólny, wszystko uknuli.
            Poczuła, że koń się denerwuje, dlatego uspokoiła go. Zapomniała. Zwierzęta wyczuwają negatywne uczucia, szczególnie wierzchowce. Westchnęła, przymykając powieki. Była zmęczona. Nie pamiętała od jak dawna, czuła się bezpieczna. Dotknęła swojej dłoni, odchylając ją i dostrzegając dziwne znaki. Posiadała umiejętność. Tą samą, co jej matka. Umiała czarować, leczyć, przewidywać przyszłość. Ponownie zamknęła zielone tęczówki, dostrzegając kilka niewyraźnych obrazów wokół lasu. Otworzyła je, ponaglając i obserwując. Złapała się za serce, wyczuwając coraz silniejsze uderzenia i pulsowanie.
            - Wio! – krzyknęła, pospieszając i wyjeżdżając naprzeciw zamku. Był ogromny. Nie wiedziała, kto tu zamieszkuje, ponieważ zbliżyła się do granicy.
            - Panienko, zaczekaj! – usłyszała za sobą, ale gdy próbowała uciec, zobaczyła przestraszonego konia. Uspakajała go, jednak gdy zrzucił ją, upadła. Wstała, biegnąc za nim i zatrzymując się. Pewien syk i niebezpieczne oczy, ją powstrzymywały. Nieopodal widziała węża, powoli kierowała się do tyłu, ale nie zdążyła, gdy był przebiegły i ukąsił ją w nogę. Zawyła z bólu.
            - Pieprzony… - mówiła dysząc i widząc mgiełki przed oczami. Wyjęła szybko z torby opaskę, zawijając ją przed kolanem, aby jadł się nie rozszedł. I z całych sił wbiła nóż w nogę. Głośno krzyknęła, nie roniąc przy tym łez. – Sprowadźcie medyka… Za pół godziny mogę umrzeć… - ledwie walczyła z pokusą spania, szukając słoika. Przelała do niego wyciśnięta krew z małą ilością trucizny.  Była dzielna, mądra, odważna. Starała się wygrać z czasem. Nie mogła umrzeć! Haruno Sakura, nigdy się nie poddaje! Odlatywała, czując bezwład. Cholera. Pozostało piętnaście minut. Tyle mogła wytrzymać, jednak nie pamiętała już nic. Nawet gdy zjawił się medyk i się nią zajął.

            - Panie, kim jest ta dziewczyna? – zapytał doktor, nakrywając pościel i przypatrując kobiecie. Na pierwszy rzut oka, gdy wyjął cały jad, stwierdził że poradziła sobie doskonale z zadaniem. Niewiele osób miało pojęcie, aby uchronić swoje życie, przed ugryzieniem węża. Wnioskował, że gdyby nie silna wola i chęć życia, poddałaby się.
            - Wypytywałem ludzi  w wiosce. Nikt nie ma pojęcia, kim jest. Pierwszy raz ją na oczy widzę. Może król zna to dziewczę.
            - Rozumiem. Pomówię z królem – odparł blondyn, spoglądając na nią. Wydawało mu się, że skądś ją zna. Przypominała jego przyjaciółkę. Sakurę. Tak, tylko ona nie żyła. Westchnął, wychodząc z pokoju i zalecając kilka poleceń i kierując się do osamotnionego pokoju. Pochłaniała go ciemność. Doskonale ją znał. Od wielu lat tu pracował, jednak Sasuke Uchiha był jego największym wrogiem. Miał wszystko, co chciał, tytuł, pieniądze. Zacisnął dłonie, przekraczając próg i skłaniając.
            - Witaj, Naruto – mruknął pod nosem, przy ciepłej lampce Marconi.
            - Powinieneś dbać o siebie, Sasuke.
            - Nie pieprz mi tu, Uzumaki! – warknął pod wpływem dużej ilości alkoholu, zaciskając dłoń i kalecząc przy tym palce. Uniósł się chwiejnym krokiem, podchodząc i grożąc.
            - Połóż się spać, nie wyglądasz dobrze. Jutro przyjdę tutaj z powrotem do twojej pacjentki. Postaraj się do niej zajrzeć, głupku – odparł, zamykając drzwi i kierując się do wyjścia. Obejrzał się za siebie, widząc w oddali dziewczynę. Za każdym razem czerwieniła się na jego widok. Kompletnie nie rozumiał kobiet, mimo że poszukiwał małżonki. Chciał założyć swoją rodzinę, ale w głowie tęsknił za dawną przyjaciółką. Odgonił te myśl od siebie, kątem oka przyglądając się sprzątaczce. Miała piękne, długie, czarne włosy. Pomachała mu, a on jej odmachał i posłał szeroki uśmiech. Był on za każdym razem, jedyny w swoim rodzaju.

            - Głupi Uzumaki, co ty sobie wyobrażasz, głupku* – wybełkotał Uchiha, idąc do pokoju i potykając się o próg. Syknął, uderzając się w drzwi i machając dłonią przed nimi. – Halo, tu ziemia odbiór. Halo? Ty, słyszysz mnie? – pytał, przybierając grymas na twarzy. - Pożałujecie wy, niewdzięcznice! – mruczał, wpadając do pokoju i wpatrując się w łóżku. Leżała na nim ktoś. Po cichu skradł się, strasząc. Nie poskutkowało, drapiąc się w tył głowy. – Akuku!
            Zaśmiał się głośno, odkrywając i wchodząc pod łóżko. Wtulił się w kobietę, przymykając powieki i odchodząc w krainę Morfeusza. Wyczuwał ciepło, zniżając swoją dłoń na talię, a głowę położył na czymś bardzo miękkim i wypukłym. Uśmiechnął się bardziej, zasypiając zadowolony. Nie wiedział, co to jest, jednak podobało mu się.

            Szeroko otworzyła oczy, rozglądając. Coś uwierało ją, gdy dostrzegła czarnowłosego przed sobą, głośno pisnęła. Do pokoju wparowała służba, wpatrując się w niespodziewany obraz.
            - Co to ma być, do cholery?! – warknęła, zrzucając go na podłogę i napotykając niezadowolenie spojrzenie. Zamrugała, gdy zdała sobie sprawę, że widziała gdzieś mężczyznę. Nie pamiętała, ale nagle oprzytomniała i mocno się zaczerwieniła. – Ty nieprzyzwoity, bezczelny, głupi palancie!
            - Jak śmiesz się tak odzywać do króla? – zapytał, unosząc brew do góry i oglądając swoją towarzyszkę. Był rozbawiony. Koszula odsłaniała brzeg jej ud, a włosy przypominały szopę. Zaśmiał się, wyganiając służbę i podnosząc się. Nachylił się nad nią, unosząc podbródek do góry. – Jesteś w moim zamku, a więc zachowuj się przyzwoicie.
            - Nie musisz się martwić o moją przyzwoitość, dzisiaj opuszczę zamek – próbowała wstać, ale zachwiała się. Gdyby nie silne ramiona mężczyzny, znalazłaby się na podłodze. Tylko poczuła lekkie uderzenie, spoglądając na niego ze złością.
            - Nie mam zamiaru cię wypuścić, Sakuro – rzucił ją, aż przejechał po długich włosach. Przybliżył je do nosa, wdychując piękny zapach.
            - Wasza Wysokość, nie posądzałbym cię o nieprzyzwoitość, gdybyś teraz nie leżał na chorej! – warknął Uzumaki, czerwieniąc się na zaistniałą sytuację i wyganiając Sasuke. Nie zwrócił uwagi na narzekania Sasuke, tylko pogwizdał, wytykając język w odpowiedzi. Zachichotał, podchodząc do pacjentki. Musiał przyznać. Była piękna, nic dziwnego, że spodobała się jego przyjacielowi. Posiadała intensywny, przenikliwy i wyrozumiały wzrok. Nie spotkał się z dotychczas z takim. Kojarzyła mu się z kwiatem wiśni. Była tak delikatna, jak jej skóra, gdy dotknął. Przełknął ślinę. Zamurowało go. Wyczuł siłę, pewnego rodzaju czar, jaki od niej krążył. Czarownica? To niemożliwe!
            Nie poprosił Uchihy do pokoju, nawet gdy tupał. Odwinął bandaż i sprawdził ranę. Nie podobała mu się. Nie goiła się, mimo silnego środku. Puchła, była mocno czerwona. Niedobrze – pomyślał. Uniósł kostkę do góry, zauważając grymas na twarzy Haruno. Wyciągnął z czarnej torby strzykawkę, wbijając ją w ranę. Przetrzymał ją z całych sił, aby się nie wyrwała, jednak był to ostatni sposób, aby ją wyleczyć. Znany był z szybkiego i skutecznego działania. Nosił nazwę Efhon**. Podawano go, by wyleczyć ciężki stan zapalny.
            - Spokojnie – powiedział, powoli wyjmując igłę i przejeżdżając spirytusem.
            - Dziękuję, doktorze…
            - Uzumaki, tyle wystarczy – rzekł na koniec, chowając sprzęt medyczny i pozostawiając Sakurę samą. Opuścił szybko lokum, schodząc na dół i ponownie widząc, krzątającą się Hinatę. Przypatrywał jej się, a kiedy opuściła pranie na widok Uzumakiego, głośno się zaśmiał. Pochylił się, pomagając jej zbierać. Ich palce się styknęły. Szybko zabrała rękę, dziękując i odchodząc.

            - Czy wiecie już coś na temat zamachu? – zapytał, jednak usłyszał kolejne zaprzeczenie. Zrzucił kilka map na ziemię, głośno klnąc pod nosem. Poszukiwali od dwóch tygodni sprawcy. Nie rozumiał, kto trzymał do jego rodziny urazę. Był przemęczony, nie odwiedzał nawet Haruno od dłuższego czasu. Powierzył ją, odpowiedniej osobie. Nazywała się Tsunade. Opiekowała się nią w zastępstwie za Uzumakiego, jaki wyjechał w pilnej sprawie do swojego rodzinnego domu. Musiał pozałatwiać swoje problemy i zastanowić się nad lepszą sytuacją przyszłego państwa. Zbliżała się wojna, pomiędzy Wioską Liścia, a Wodospadu. Nie chciał takiego przebiegu sytuacji, dlatego zaproponował sojusz. Otarł spocone czoło. Było lato. Dla Sasuke Uchiha najgorsza pora roku. W ogóle nie przepadał za nią. Nie oddawała jego mrocznego charakteru.
            - Otworzyć okna! – rozkazał, wachlując się. Nachylił się nad biurkiem, zauważając płatek wiśni. Uniósł go, kątem oka przyglądając. Delikatny, miękki, mały, ale uroczy. Przypominał mu Haruno Sakurę. Posiadał o niej cenne informacje, jakie zamierzał wykorzystać przeciwko niej. Czy była na tyle silna, aby to usłyszeć? Tak. Próbowała go zabić. Uśmiechnął się do samego siebie, odgarniając czarne kosmyki na bok. Zarzucił szatę na brzeg krzesła. Wziął pióro do ręki, wydając ostateczny werdykt. Zapisał to, jak najszybciej. Wyczuwał dziwne ukłucie, przełykając ślinę. Podniósł się, omijając straż. Kierował się do pokoju swojego gościa. Obawiał się, że to ona była winna śmierci jego rodziny. Tak mówiły plotki. Legendy opowiadały o tym, iż na jego kraj przybędzie czarownica. Przyniesie plugawe i śmierć. Wszedł bez żadnego znaku, wyjmując mały nóż i podchodząc do kobiety.  
            - Wiem, po co tu jesteś, Uchiha – powiedziała pewnym siebie głosem, omijając atak przeciwnika i schylając się. Zahaczył o brzeg jej kosmyków. Nie interesował ją to. – Czarownica i król nie żyją w zgodzie, prawda? – zaśmiała się, a jej oczy zaiskrzyły.
            - Nie. Muszę cię zabić – jego oczy również płonęły. Podszedł do niej, chwytając za piękne kosmyki. Ściskał je, nie pozwalając uciec. Sakura nie spodziewała się takiego zbiegu zdarzeń, dlatego wyciągnęła dłoń w stronę miecza, który nieopodal leżał. Zbliżyła go, ucinając długą kaskadę. Pozostała ona w rękach mężczyzny. Powstała naprzeciwko niego. Nierówno włosy, opadały na jej policzki. Były na wysokości szyi. Mierzyli się oboje dzikim spojrzeniem. Podbiegła do niego, odbierając mu broń, ale pożałowała tego. Przyparł ją do muru, wbijając ostrze w brzuch. Syknęła z całych sił, a z jej ocząt skapnęły łzy. Dotknęła swojej rany, dławiąc się.
            - Przepraszam, Sakuro – zaśmiał się, odchodząc. Zamknął komnatę, a ona opadła powoli na ziemię. Nie dowierzała. Zaufała Sasuke. Dlaczego?! Szybkim gestem, wyjęła z siebie miecz, rzucając go. Pozostawiła krew, wychylając się za okno i skacząc do siana. Krwawiła. Wiedziała, że to głęboka, otwarta rana. Zerwała kawałek z siebie sukni, oplatając i powoli odchodząc z miejsca zbrodni.
             Tupała, chowając się w starej kryjówce. Znajdowała się ona nieopodal zamku. Zasłoniła się kapturem, znajdując szkło i wyrównując kosmyki. Naprawdę przypodobał jej się król. Czuła do niego, coś w rodzaju wdzięczności i przyjaźni, a on to wszystko zniszczył. Skuliła się, szlochając. Zawyła z bólu, tracąc przytomność. Zbyt długo nie zwróciła na siebie uwagi, przez co utraciła wiele krwi.

            - Haruno Sakura, zniknęła! – wykrzyknął strażnik. Brunet zdziwił się, sprawdzając nowe wieść. To niemożliwe, przecież ją powstrzymał! Przejechał po włosach. Wysłał za nią natychmiastowo pościgi, uśmiechając. Gdy ją dopadnie, zostanie spalona na stosie. Był tego pewien. Nikt nie stanie mu na drodze, nawet żadna kobieta! Uchiha nigdy się nie poddawali, a w szczególności on. Był przebiegły, bez uczuć, znany jako mroczny władca. Gdy tylko się zjawiła, sprawiła kłopoty. Wszystko zaplanowała, a to suka!
            Uderzył pięścią w stół.
            - Sasuke, kompletnie zwariowałeś! – wtargnął do jego pałacu, Uzumaki. Wymierzył jeden, a potem drugi cios na króla. Może był królem, ale nie robiło na nim to wrażenia. – Myślisz, że ona zaplanowała zamach na twoją rodzinę?! Uwierzyłeś w te chore plotki?!
            - A ty? Co tu robisz? Kto ci do cholery pozwolił, wejść bez pozwolenia na moje terytorium?! – oddał również uderzenie.
            - Rozgościłem się sam uprzejmie, Uchiha!
            - Wynoś się, do jasnej cholery!
            - Nie wyjdę, dopóki nie odwołasz poszukiwań! – mierzył go wściekłym wzrokiem. Blondyn rzadko tracił równowagę, a brunet dostrzegał, to co go determinowało do działań dobroć. Westchnął, nalewając do kieliszka alkohol. Szybko go przechylił, ocierając usta.
            - Nie odwołam pościgu. Możesz opuścić mój zamek, inaczej wezwę straże.
            - Będziesz tego żałował – i pozostawił Sasuke samego.

            Minęło wiele miesięcy. Nie było żadnych śladów za Haruno Sakurą. Odpuścił. Straże uważnie kontrowali zbiegów, miejscowych, aż wybuchła wojna. Walczyły ze sobą dawniej dwie sojusznicze wioski. Przelano wiele krwi, utracono dużo ludzi, a Uchiha nie zważał na to. Wysyłał kolejnych, przypatrując się słabeuszom. Sam dosiadł konia, przyspieszając i zadając kilkakrotnie nieodwołalne ataki. Nie postrzegł, gdy jeden na niego nadbiegał.
            - Uważaj! – słyszał, ale nie zwracał uwagi na krzyki. Gdy wróg szykował na niego silne obrażenie, poczuł jak upada. Czuł na sobie lekki ciężar. Uniósł czarne tęczówki, rozchylając je. Była przed nim w całej okazałości: Sakura. Próbował coś powiedzieć, ale dostrzegł na swojej zbroi krew. Kątem oka postrzegł, delikatny uśmiech. – Zawsze byłeś nieostrożny i upierałeś się przy swoim, Sasuke… - wyszeptała z uśmiechem.
            - Sakura… - powiedział.
            - Znałam swoje przeznaczenie. Dzisiaj umrę.
            - Nie umrzesz, idiotko! – syknął.
            - Dziękuję – wymusiła kolejny uśmieszek z siebie. Pochyliła się nad nim, całując go w wargi. Poczuł dziwne ciepło. Nieznane. Rozpływało się wokół niego. Gdy ponownie spojrzał, widział przed sobą całą Haruno. Była coraz dalej niego, aż wyrosły przed nim piękne białe skrzydła i włosy rozwiewał wiatr.
            - Sakura! – wykrzyczał, ale zaczęła znikać. Z jej ocząt spływały łzy, jakie pozostawiły ślad na jego policzkach. Próbował ją chwycić, ale dostrzegł w swojej dłoni, czerwoną wstążkę. Podniósł się, podchodząc i odcinając głowę wrogowi. Zrobił to bez słów, wyrzucając i wykonując jeszcze wiele takich ataków.

            Gdy zakończyła się bitwa, Uchiha wprowadził zmiany w swoim państwie. Przyczyniła się do tego śmierć kobiety, która była ważna w jego sercu. Wprowadziła coś istotnego. Nauczyła go jednej ważnej rzeczy. Zaufania i poświęcenia. Teraz stał nad jej grobem, oddając hołd i wypowiadając ostatnie słowa: Kocham Cię, Sakura. Przepraszam.
            Zabrał je ze sobą do swojego serca, pozostawiając piękne, czerwone róże przypominające mu odcień włosów Haruno.
           
            *Powtórzenie wyrazu, zostało specjalnie ujęte.
            ** Efhon – lek podany w ciężkich, zagrażających życiu przypadkach.

            Dlaczego takie zakończenie? Zakończenie powinno być niespodziewane. Nie lubię uśmiercać bohaterów, ale teraz odważyłam się na coś innego. Na piękną, smutną historię o miłości. Dlatego kieruję to do wszystkich: Wyrażajcie to co czujecie i odwzajemnijcie uczucia! ;) Zdrowych, Wesołych Świąt. Mam nadzieję, że opowiadanie Wam się podobało. Zapisałam 6 stron. Jestem z siebie dumna. Ufff. Od dłuższego czasu, nie otrzymałam takiej weny, jak dzisiaj. A może to magia świąt? Nie wiadomo!
            Jednak za niedługo przygotuje dla was opowiadanie pt: Niewolnica. 

6 komentarzy:

  1. Wcześniej nie znałam twojego bloga,ale myślę że masz nową czytelniczkę.c:

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Naprawdę? Ogromnie się cieszę! :D To dla mnie przyjemność ;)

      Usuń
  2. Uuu podoba mi sie. I kolejna jp. Niewolnica huhuhu moje klimaty :3

    OdpowiedzUsuń
  3. Miło mi, że opowiadanie się podoba. :) Wyczekujcie nowego rozdziału! ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Z czystym sumieniem polecam :)

    OdpowiedzUsuń