Niewolnica.

            Od autorki: Chciałabym bardzo podziękować czytelnikom za miłe słowa w komentarzach i dla odmiany zadedykować wam nowe opowiadanie. Dlaczego taki tytuł? Jestem nieprzyzwoita, aby napisać zwykłe, normalne opowiadanie. Uprzedzam będzie bardzo wiele pikantnych scen, ujęć!
            Chciałabym podziękować Ewie-chan, zainspirowałaś mnie swoim talentem. Natchnęłaś we mnie nowy pomysł, który wykorzystam w opowiadaniu.
            A teraz ostrzeżenie do osób, jakie nie przepadają za przemocą, seksem, przekleństwem – nie komentuj, wyłącz.
            Zaplanowałam zapisać 6 stron, jednak miejmy nadzieję, że będzie ich więcej! :D

Reika: Wypadałoby się przedstawić. Jestem Reika. Mam dwadzieścia lat.
Sasuke: Fascynujące.
Reika: Też tak sądze.
Sasuke: Naprawdę? Patrząc na ciebie nie spodziewałbym się niczego innego.
Reika: Serio? Dzięki za komplement. Wiesz, patrząc na ciebie można stwierdzić bezuczuciowo-empatyczny-egoistyczny przypadek.

            - Panie… - powiedział mężczyzna, poprawiając czuprynę o barwie blond. Zauważył, że nawet nie drgnął. Wpatrywał się w martwy punkt, zapalając cygaro. Wdychiwał dym.
            - Mów – odpowiedział po jakimś czasie, odwracając się. Jego czarne oczy spoglądały w głąb błękitu. Był tak bezwzględny, że przetrzymał tacę, aby nie opuścić filiżanek. Odetchnął z ulgą, wymuszając jeden ze szczerych uśmiechów. Znał swojego Pana od dawna. Był jednym ze znanych klanów w całej Wiosce Liście. Mówiono o nim, że jest przystojny, a z drugiej strony mroczny. Kobiety za nim szalały. Wyrywały się, gdy przechodził. Obdarzały go prezentem. Prawdopodobnie przez jego hebanowe oczy, które zatracały w sobie niepewność i wzbudzały zaufanie.
            - Znalazłem dla ciebie odpowiednią kandydatkę.
            - Jak się zwie, Naruto? – zapytał, odkładając cygaro i podchodząc do biurka. Przysiadł na nim, odgarniając czarne, gęste kosmyki.
            - Haruno Sakura. Dwudziestoletnia panienka z zamożnego domu. Kilka tygodni temu wygnano ją za zdradę, przeciwko ojcu i sprzedano na targu. Z tego co słyszałem posiada niesamowity kolor włosów. Wyróżnia się, spośród tłumu – odchrząknął.
            - Dziękuję, wyjdź – i tak zrobił. Zostawił Sasuke samego. Gdyby nie to, że był szpiegiem i lokajem od kilku lat w rezydencji, nie spodobałaby mu się reakcja właściciela. Jednak się przyzwyczaił do Uchihy. Tajemniczy, zamknięty w sobie, poszukujący gdzieś swojego celu po śmierci rodziców, pragnął tylko swojego zysku. Nie myślał o nikim, nie zwracał uwagi na biedę. Żył dla samego siebie, nie chciał uszczęśliwić nikogo. Westchnął tylko głośno, schodząc po schodach i kierując się do kuchni. Zaparzył kawę, niosąc ją do pokoju młodszej panienki Uchiha. Rodzeństwo nie żyło w zgodzie, ale byli różni.       
            - Proszę, wejdź – zaprosiła Naruto, ciepłym uśmiechem. Podeszła bez słów, zabierając szklankę i umaczając wargi w ciepłym napoju.
            - Czy życzysz sobie jeszcze czegoś? – zapytał, kłaniając się. Pokręciła głową, podchodząc i zabierając mu tacę. Przyparła go do ściany. Zatopiła wargi w jego ustach, delikatnie wodząc po nich językiem. Jej oczy błyszczały. Tak, tęskniła za nim. Za jego ramionami i gdy wznosili się na wysokie szczyty. Była to Reika Uchiha, siostra Sasuke. Posiadała tą samą barwę oczu i kolor, co każdy potomek.
            - Tak, życzę sobie… - i na te słowa zaczęła, rozpinać białą koszulę. Wsunęła kilka opuszków, badając umięśniony tors. Lekko go pogładziła, a potem ucałowała.
            - Reika, przestań – wydyszał z siebie, ale gdy znów odnalazła jego wargi, tym razem on przejął inicjatywę. Rzucił ją na łóżko, kładąc się i wpijając. Zamruczała. Uzumaki nazwałby ją wiedźmą, gdyby nie to, że łączył ich potajemny romans. Objął ją szybko w szczupłej talii, odwzajemniając i złączając ich wspólnym tańcu namiętności. Blondyn kierował dłonie, niżej. Pochylał je, dotykając pośladków. Ścisnął mocno, pieszcząc i wsuwając kilka palców pod skórę. Gdy oddawała mu się, oderwał. Powstał, zapinając guziki i pozostawiając stęsknioną Uchihę.
            - A to niegrzeczny – powiedziała z uśmiechem na twarzy, śmiejąc się. Podeszła do lustra, obniżając czerwoną suknię na wysokość piersi, aby był dostrzegalny jej spory biust. Mogła się nim poszczycić. Szeroko się zaśmiała, unosząc i wychodząc z pokoju. Poszukiwała Uzumakiego, zachodząc go od tyłu i strasząc. Zaśmiała się, jednak gdy zauważyła surowy wzrok Sasuke, odpuściła.
            - Zachowuj się, jak należy. Przynosisz wstyd! – syknął. Dzieliło ich siedem lat różnicy. Wiedziała, że miał rację, ale założyła ręce na biodra.
            - To ty przynosisz wstyd i hańbę tej rodzinie! Jako jeden z Uchihów powinieneś znać swoje miejsce i dawać przykład! A ty cały czas latasz za spódniczkami! – spojrzała na niego dumnie, aż wyczuła jego gniew. Uśmiechnęła się pewnie.
            - To moja sprawa co robię. Powinnaś dawno wynieść się z tego domu.
            - Nieco przesadziłeś, Sasuke – odmruknął blondyn. Był dwa lata młodszy od bruneta.
            - Nic się nie stało, Naruto. Ten gbur i egoistyczny palant, nigdy się nie zmieni. Patrzy tylko na to, jak ktoś mu zagra, albo jak się dopasuje. Ha! Nie będę się zmieniać, dla ciebie braciszku, jasne? Pojmij to! Napisz na czole i zakoduj, głąbie! – wytknęła mu język, wyczuwając uderzenie na głowie. Syknęła, mrugając oczami.
            - Cóż za cięty języczek. Jutro nie widzę cię w tym domu! – warknął, uderzając o stół. Dostrzegł łzy na policzkach, ale nie przejął się tym. Reika uniosła brzeg sukni, biegnąc do pokoju, zaszlochana. Co on sobie wyobrażał?! Jak mógł?! – myślała, trzaskając drzwiami. Wyjęła bagaże i rozpoczęła się pakować. Wiedziała, że był stanowczy. To ją przerażało, ten chłód i zmiana po śmierci rodziców. Nie był swój.
            - Pożałuje ta dziewucha – mówił, zaciskając ręce.
            - Przemyśl to uważnie, Uchiha – mruknął lokaj, omijając go. Nie dał nic po sobie poznać, ale coś w nim pękło po tej sytuacji. Gdy się oddalił, zdjął z siebie czarną marynarkę, odkładając ją na krzesło. Martwił się o Reikę.
           
            - Puszczaj! – wykrzyknęła pewna dziewczyna. Wyrywała się, ale strażnik, jak na złość z całych sił, ścisnął jej ręce. Gdy był tuż blisko niej, poczuł silne uderzenie. Upadł na ziemię, wołając o pomoc.
            - A to suka, łapać ją! – wykrzyknął do pozostałych. Tylko przyspieszyła, chowając się w rogu i wyciągając nóż. Schyliła się po niego, biorąc do ust i podając swoim dłonią. Szybko rozcięła linii, gnając. Nie miała dużo czasu. To wszystko wina paskudnego i pieprzonego starucha! Co on myślał, że Haruno Sakura odda się dobrowolnie mężczyźnie? Oszalał! Skręciła w kolejną alejkę, dysząc. Poczuła świeże powietrze. Tak bardzo tęskniła za tym i za tętnem spokojnego życia. Biegła. Co jakiś czas odwracała się za siebie, ale była daleko. Odetchnęła, ocierając krople potu i przystając. Znajdowała się w lesie. Musiała znaleźć wyjście. Usłyszała szczekanie psów. Zaklęła w myślach, nie zwracając już na nic uwagi. Wiatr rozwiewał różowe włosy w każdą stronę. Nieopodal dostrzegła wodę. Podbiegła, podskakując i zanurzając się. Zatuszowała w ten sposób, jakikolwiek ślad. Wynurzyła się powoli, rozglądając. Przez ciemność słabo zauważała strażników, ale gdy usłyszała szczekanie, ponownie wykonała tą samą czynność, co wcześniej. Zatkała nos. Nie wykonywała żadnych ruchów, dopóki nie ustały krzyki.
            - Nie mam jej tu! Głupie psisko! – uderzył psa z całych sił. Haruno widząc to pod wodą, poczuła wzbierające się w niej łzy. Podciągnął za sobą towarzysza, oddalając z miejsca. Gdy była pewna, wynurzyła się na powierzchnię. Po cichu podpłynęła, wychodząc i wykręcając wodę z włosów. Na skórze wyczuwała chłód, marzła. Zbliżał się mróz, a ona była w cienkiej, białej koszuli. Zaczęła iść, co jakiś czas potykając się.
            - Pospiesz się, wydaje mi się, że tam jest! – wykrzyknął jeden.
            - Sam się ruszasz, jak idiota!
            - Przymknij się – powiedział pierwszy, chwytając kompana.
            - To ty się zamknij!
            Wykorzystała nieuwagę, oddalając się całkowicie z mrocznego lasu i wychodząc do wielkiej rezydencji. Z tego co zauważyła, charakterystyczną cechą było zimno. Zadygotała, podchodząc i pukając do wielkich brązowych drzwi. Głód zaczął jej dokuczać, a na dodatek nikt nie odpowiadał. Usiadła przy schodach, przymykając powieki. Była zmęczona, zmarznięta, wygłodniała. Oddała się w długi, mroźny sen. Nie czuła, nawet gdy ktoś otoczył ją silnymi ramionami i zabrał do innego miejsca. Niespodziewanie wtuliła się, jednak została rozbudzona, kiedy ktoś wrzucił ją do ciepłej wody. Głośno pisnęła, czując gwałtowne ruchy na swoich piersiach, skórze, szyi i głowie. Spojrzała do góry. Myła ją służąca. Włosy miała upięte w blond włosy. Dała jej trzydzieści lat.
            - Nie ruszaj się – odparła nakazująco. Sakura pokiwała, unosząc się i zakrywając ręcznikiem. Czuła się świeża. Gdy pozostała sama, napotkała lustro. Przejrzała się w nim. Długie, różowe kosmyki opadały jej do bioder. Zielone oczy wydawały się przestraszone i osamotnione po ostatnich wydarzeniach. Odetchnęła, maszerując do pokoju i rozglądając. Wszędzie widziała marmur, połączony na przekór ze złotem. Ładnie się komponowało, stwierdziła i do tego te wielkie łóżko! Podeszła, wskakując na nie i głośno śmiejąc. To było to, za czym naprawdę tęskniła. Ułożyła się, przymykając powieki. Oddała się snu, swojej krainie, gdzie widziała w niej pewien heban ocząt i tajemniczy uśmiech. Zastanawiała się do kogo należały, kim był ich właściciel. Były cholernie ujmujące i przyciągające.


            - Panienko, wstawaj! – poczuła szturchnięcie. Uchyliła powieki, widząc przed sobą lokaja. Stał w ręku z tacą, zapraszającą na śniadanie. Podeszła bez słów, biorąc banana i go rozwijając. Ugryzła kęs, łagodząc uporczywy głód. Gwałtownie, zaczęła go jeść i rozpoczynając kolejną przekąskę. Blondyn zamrugał w odpowiedzi, drapiąc się w tył głowy. Rozpoznał tą dziewczynę. Miała być nową przynętą, właściciela domu. Nie zazdrościł jej, wiedział co czeka taką kobietę. Będzie cierpieć, aż porzuci ją i wystawi na sprzedaż. Traktował swoje towarzyszki, jako rzecz. Znudzi się, trzeba ją wyrzucić, a tutaj nowa zdobycz wydawała się być zbyt dobrą  zabawką. Uzumaki nieraz widział, gdy pozostawiał po jednym dniu zaspokojenia swoich pragnień załamaną kochankę.
            - Dziękuję, byłeś bardzo uprzejmy – powiedziała z uśmiechem na twarzy. – Powiesz mi, gdzie się znajduje?
            - W rezydencji Sasuke Uchiha – po tych słowach opuścił lokum. Zamrugała. To niemożliwe! Przecież sprzeciwiła się ojcu, aby zapobiec małżeństwu z tym łajdakiem! Słyszała co wyprawiał. Przeszły ją dreszcze na samą myśl, ściągając szlafrok. Zastanawiała się, co w nim robiła. Pamiętała, gdy usnęła w ręczniku. Darowała sobie te rozmyślenia, wskakując w ponętną, obcisłą suknię o barwie turkusu. Rozczesała włosy, naciągając dołączone pończochy i udając się do sali. Powoli się do niej kierowała, słysząc rozmowy, wokół służby. Niczego nie rozumiała, wchodząc do pomieszczenia. Uzumaki otworzył  przed Haruno gwałtownie drzwi i tak samo je zamknął. Znalazła się w przeogromny pokoju, który został zakluczony. Zamrugała, wsłuchując się w muzykę za rogu. Ktoś grał na pianinie. Przymknęła powieki, kołysząc się wśród romantycznej, pełnej smutku kołysanki. Nie spostrzegła, nawet osoby, która przypatrywała jej się zaciekawiona. Gdy wpadła na czyjąś sylwetkę, spojrzała do góry. Nastała cisza. Ruchy ustały. Zimny, lodowaty heban ocząt ją mierzył. Zatrzymał się na ustach, potem na zaokrągleniu piersi i udach. I tak samo uczynił z dłonią. Przyciągnął ją, szybko. Była obok niego. Wyczuwała ciepły jego oddech. Nie wyrywała się.
            - Podpiszemy kontrakt. Nie lubię sprzeciwów – powiedział władczo, wiercąc dłonią po jej pośladkach. Wydawała z siebie słaby głosik. Zdała sobie sprawę, jaka była słaba przed nim. Stał przed nią wysoki, przystojny i cholernie pociągający facet. Włosy miał ułożone, a koszule poluzowaną. Przełknęła ślinę. Haruno, wpakowałaś się w kłopoty - pomyślała. Nie wiedziała, że uwielbiał posłuszne kobiety. Kątem oka widziała jego zainteresowanie. Nie odwzajemniła tego, tylko posłała mu coś w rodzaju, zapomnij o mnie, kotku. Uśmiechnął się, unosząc jej podbródek do góry. Od razu mu się spodobała, gdy rozchyliła wargi. – Dam ci należyte wynagrodzenie, jeżeli zostaniesz moją zabawką – powiedział to bez żadnych uczuć, rzucając na łóżko. Znalazł się pod nią. Próbowała się uwolnić, ale przywiązał jej ręce do samego brzegu. Owinął je, delikatną czerwoną satyną, ale aby dodać pikanterii, przysłonił zielone oczy. Gdy zakończył wszystkie czynności, ujrzał przed sobą, to czego poszukiwał. Idealnej, seksownej, pociągającej niewolnicy. Wyciągnął z szafy jabłko, przybliżając i każąc ugryźć. Wykonała to, gryząc.
            - Proszę, przestań… - szeptała bez tchu. Poczuła, jak po kącikach warg, skapuje sok. Przełknęła głośno ślinę, wyczuwając ciepły język. Przejechał bardzo blisko ust. Wodził, aż dotknął powoli jej warg. Zamruczała. Wydała głośny jęk w odpowiedzi. Drażnił się z nią, ściskając kaskadę włosów i przyciągając. Wparował do jej ust. Zaznaczył to namiętnym, pełnym lubieżności pocałunkiem. Oddawała mu z zachłannością, tocząc walkę z bezwładnymi rękoma.
            - Czy oby na pewno mam przestać? – zapytał przy jej ucho. Przygryzł płatek, aż rozpoczął swoim oddechem drażnić wrażliwą szyję Sakury. Wyginała się pod nim, ale on powstał, odwiązując wszystko i wyciągając białą kartkę papieru i czarny długopis. Poprawił rękawy, uśmiechając się szeroko. Widziała nowe spojrzenie. Nie było takie chłodne, jak przedtem. Posiadało w sobie coś magicznego. Uniosła się do góry, wstydząc siebie. Odkrył w niej coś nieznanego, dotychczas. Nazwałaby ją głośno tęsknotą i fascynacją, połączoną z pożądaniem. Śledziła uważnie tekst, wyczuwając drżenie palców. Nie była pewna, czy tego chciała. Przecież Haruno Sakura pragnęła miłości, a nie przelotnej przygody, ale był za nią pewien facet. Mógł zapewnić jej wszystko, czego potrzebowała, za nic!
            - Co otrzymam w zamian? – zapytała.
            - Niesamowitą rozkosz, jaką ci zapewnię. Nie musisz w to wątpić, Haruno Sakuro – wypowiedział jej imię tak gładko, tak czule, tak delikatnie, jak nikt dotąd. Poczuła własne bicie serca i kolejną falę rumieńców. On z pewnością wiedział, jak uwieść niedoświadczoną i niewinną dziewczynę! Haruno jesteś w tarapatach, nigdy nie pieprzyłaś się z żadnym facetem, a teraz stoi pewny siebie, zadufany koleś i chcesz iść się z nim zerżnąć?! Musiała się opamiętać, jednak zastukała lekko paznokciami w papier. Wyciągnęła przed siebie długopis i niezgrabnym ruchem, podpisała. Poczuła szczęście z udręką. Czy on ofiaruje jej to, za czym tęskniła? Nie wiedziała, mrugając oczami. – Jutro w nocy. Spodziewaj się mnie w swojej komnacie, Sakuro – ucałował ją. Zapomniała o tym, wplątując palce w jego gęste włosy. Pachniały bryzą. Nazwałaby to tak, bo identyczny był ich zapach. Były, jak we śnie. A może śniła? Nie. Przeżywała coś nowego, od tamtych uczuć, gdy wydano ją na kupno. Teraz była bezpieczna.
            - Przekonamy się – odpowiedziała z szerokim uśmiechem na twarzy, opuszczając lokum. Powoli szła, zatrzymując się i zauważając nieznajomą dziewczynę. Ominęła ja bardzo szybko, nawet nie zwracając uwagi na nową kompankę. Była zaciekawiona, co się szykuje w domu. Schowała się, podsłuchując. Wiedziała, że to zły zwyczaj, ale nie przeszkadzało jej to.
            - Opuszczę ten dom, jak zapewnisz mi inny. Inaczej się stąd, nie ruszę! – wykrzyknęła wyzywająco czarnowłosa.
            - Masz się wynosić z tego domu! – podniósł ton głosu. Zdziwiła się. W jej obecności wydawał się inny.
            - Sasuke – złapała mężczyznę za rękę. – Nie mogę. Naprawdę.
            - Masz jeden dzień, jutro cię nie widzę – mówił, odrzucając młodszą siostrę. Stanęła naprzeciw niego, wymierzając mu cios, wraz z bagażem. Zaczęła szybko iść. W oddali dało się słyszeć stukot obcasów Uchihy. Młoda, pewna siebie dama wyruszała przed siebie. Przystanęła przed drzwiami, chwytając blondyna. Na oczach pozostałych świadków, pocałowała go. Nie interesowało ją to. Była tutaj ostatni raz. Jedynie Naruto zauważył łzy Reiki. Otworzyła sama drzwi, idąc przed siebie.
            - Zaczekaj! – wykrzyknął Uzumaki, wybiegając. Odwróciła się do niego, a kiedy ją pochwycił wydarzyło się wiele. Wpierw ze wszystkich sił ją pocałował, włączając w to język. A potem mocno przytulił, aby uspokoić jej emocję. Wyczuwała jego ciepło i miłość. Był jedynym, który ją rozumiał. Nie miała nikogo innego, dlatego odsunęła się i pożegnała. Odeszła ze słowami Kocham Cię, jakie utkwiły w sercu niebieskookiego.

            - Czy taka sytuacja trwa już od dłuższego czasu w tym domu? – zapytała Haruno, pewnego popołudnia lokaja. Nic nie odparł, szybko odchodząc. Sakura westchnęła, wchodząc do pokoju i kładąc się na łóżku. Minął tydzień, odkąd tutaj przebywała. Pan domu jeszcze nie zjawił się w jej łożu. Zastanawiała się, co stawało mu na drodze. Wyczuwała, gdzieś w oddali jego smutek, gdy komponował muzykę, podczas gry na pianinie. Tak bolesna, że chwytała ją za serce. Przymknęła powieki, słysząc trzask. Spojrzała, czując silny ucisk na ramieniu. Rozszerzyła powieki, gdy Sasuke bez żadnych słów, nakazów poprowadził ją w dziwne pomieszczenie. Nagle popchnął ją, a ona upadła. Powstała, słysząc zamykane drzwi. Podbiegła, ale nie mogła się uwolnić. – Wypuść mnie! – krzyczała.
            - Za dużo chciałabyś wiedzieć, Sakuro – odrzekł, ujmując kosmyk włosów. Wyjął z kieszeni nożyczki. Była przerażona, nic nie rozumiała. Odsunęła się, ale ją przetrzymał, szybko odcinając ich kawałek. Zamrugała, ale nawet się nie odwrócił na pożegnanie.  Pozostawił Haruno w zimnych, mrocznych lochach. Zadygotała, trzeszcząc się. Nie chciała tego przebiegu sytuacji, siadając. Czy on był zawsze taki? Wpierw gościnny, a później bez serca? Głośno kichnęła, odrywając wielką część sukni i przykrywając. Musiała na spokojnie przemyśleć wiele spraw.
           
            - Przypilnuj ją, a potem przyprowadź do pokoju X – mruknął nad papierami, wczytując się i przestając słuchać. Gdy usłyszał trzask drzwi, rozłożył się na krześle, przecierając twarz. Był zapracowany i zmęczony. Nie miał czasu na relaks, dlatego pracował więcej i więcej. Spojrzał na zegar, dopisując informacje i opuszczając biuro. Skierował się do tajnego pomieszczenia, przekręcając klucz.  Leżała już. Tak, jak się domyślił – wyczekiwała go, dlatego pochylił się przed nią. Przejechał dłonią po jej rumianym policzku, odnajdując usta. Tęsknił za tym smakiem malin. Zapragnął więcej, przedłużając i zrywając niedawno ubraną suknię. Całowała tak lekko, tak oddanie. Obniżył muśnięcia na szyi, pozostawiając ślad lekkich ukąszeń. Gdy mruczała, był niecierpliwszy i torturował Haruno.
            Brunet przejechał językiem po jej jednym sutku, a następnie go ugryzł. Wiła się przed nim, jak kocica. Wyczuwał jej gotowość i namiętność. Rozpadała się przed nim. Ich oddechy złączyły się wspólnie, ciała poddawały nowym pieszczotom, a na koniec stawiały większe kroki w stronę ekstazy. Gdy pochylił się przed jej udami, ucałował ich brzeg, a potem wpił się w czeluść Sakury. Pochłaniał ją, przyspieszając, dodając kilka palców i sprawnie poruszając. Spoglądał na ten zawstydzony grymas, aż powstał. Nakazał jej uklęknąć i wziąć do ust dużego członka. Wpierw go ssała, oblizywała, ale gdy wkładała głębiej i ponaglała czynności, ledwo się wstrzymywał, aby nie dojść. Teraz poprosił ją, aby się wypięła. Gdy to wykonała, wszedł powoli, napotykając przeszkodzę i przebijając gwałtownym ruchem. By ukoić ból, rozpoczął kolejne pieszczoty, skierowane do kochanki. Dotykał, gładził piersi, obcałowywał skórę. Kiedy złączyła się w nim całość, utworzyli dobraną parę. Trwało to długi czas.
            Haruno opadła bezwładnie, obok Uchihy. Dyszała, szczęśliwa. Zamknęła powieki, oddając się krainie Morfeusza. Utulał ją. Brunet podziwiał obraz, swoim hebanem tęczówek. Stwierdził, że to najpiękniejszy obraz z dotychczas. Kiedy nikt nie widział, skradł pocałunek Sakurze i pozostawił samą. Szybko nałożył na siebie szlafrok, oddając się nowym projektom. Nie wiedział, ile czasu nad tym spędził, ale był tak pochłonięty, aż nastał ranek. Głośno ziewnął, upijając ciepłą kawę, przyniesioną przez Naruto. Uwielbiał ją. W jakiś sposób koiła wieczny głód, tym bardziej że połowę nocy rozmyślał o swojej kochance. Szlak go trafiał na samą myśl, iż wypełnił małą ilość! Zacisnął dłonie na filiżance, przechylając i wstając. Wydał polecenia służbom, szykując się do istotnego spotkania. Nałożył garnitur, żel na włosy, a na sam koniec użył wody kolońskiej. Kierował się do salonu gościnnego, całując w dłoń współwłaścicielkę. Była nią Hinata Hyuga. Młoda, piękna, czarnowłosa kobieta. Polegał na jej intuicji, zawsze dobrze mu doradzała, również tym razem.
            - Powinieneś to poprawić, nie podobają mi się szczegóły – odparła, upijając łyk kawy.
            - Pracowałem nad tym.
            - W czym tkwi problem? – zapytała, mrugając powiekami. Chciał odpowiedzieć, ale do pokoju wparowała Sakura. Przypatrywała im się. Myślała, że była jedyną w żuciu Sasuke Uchiha. Co on sobie wyobrażał?! Zacisnęła dłonie, podchodząc i uderzając go w twarz. Wzięła filiżankę do ręki, uśmiechając się promiennie i wylewając na świeże odzienie właściciela domu. Była wściekła. Dla niej nigdy się nie stroił. Miała być tylko zabawką, tak?! Wyjęła umowę, rozrywając ją i wychodząc bez słów.
            - Przepraszam cię, Hinata! – wybiegł, idąc za różowowłosą. Nagle przyparł ją do muru. Mierzyli się oboje wzrokiem. On wściekły, ona zdruzgotana. Wpił się w usta kobiety, mimo sprzeciwów i wyrywania. Pogłębił go, aż go całkowicie odepchała na ziemię. – Postradałaś zmysły?!
            - Tak, odkąd ciebie poznałam – spojrzała na niego gniewnie.
            - Co ty do cholery wyprawiasz?! Mam ważne spotkanie w sprawie projektu, Haruno Sakuro!
            - Nie obchodzi mnie to. Nie będę twoją zabaweczką. Przychodzisz, kiedy chcesz. Odchodzisz, wracasz, zapominasz o mnie. Odchodzę. Umowa została z dniem dzisiejszym nieważne – szepnęła, wybiegając. Musiał przyznać. Była piękna. Uderzył pięścią w ściane, przeklinając. Posiadała w sobie ten żar, jaki go przyciągał. Jednak nie była mu już potrzebna. Pobawił się i mu przeszła zachcianka. Tak mu się wydawało. Pozostał sam. Wieczorem przysiadł, przy ciepłym kominku, upijając lampkę czerwonego wina. Zamieniła się ona w osamotniony wieczór. Nie rozumiał, co się z nim działo. Myślał, tęsknił, aż tracił pewność siebie. Stwierdzić mógł, że Haruno Sakura była dzikuską, cholernie seksowną! Rozbił kielich, rzucając nim z całych sił o ścianę.
            - Pieprzyć to! – warknął, wstając. Wyszedł z rezydencji, wsiadając na konia i gnając. Nie spoglądał się za siebie, bo chciał zapomnieć. Widział cały czas obraz zielonookiej. Migała mu co jakiś czas, aż poczuł, gdy upada. Znalazł się w osamotnionym miejscu. Nie znał go. Zdawało mu się, że jest daleko od domu. Zaczął chodzić, aż ześlizgnął się i wpadł do wody. Nie potrafił pływać. Krzyczał o pomoc, ale dusił się. Woda napływała, nie mógł złapać oddechu. Nie pamiętał nic, co się stało.
            Minęło kilka godzin, aż się wybudził. Dostrzegł przed sobą anioła. Tak mu się wydawało. Była nim Sakura. Zrozumiał, że się mylił długi czas. Przytulił ją, otaczając ramionami. Nie czuł się tak dobrze, od czasu śmierci rodziców. Ofiarowała mu to, czego brakowało tak długi czas. Cieszył się, roniąc łzę. Połączył ją z deszczem, jaki widział przed jaskinią.

3 miesiące później.

            - Spóźnisz się na własny ślub, głupi bracie – mruknęła Reika, masując brzuch. Oczekiwała dziecka. Była w trzecim miesiącu ciąży.
            - Nie martw się, uparciuchu – uśmiechnął się szeroko, poprawiając garnitur i wychodząc z pomieszczenia. Oboje kierowali się do Kościoła. Uchiha Sasuke był spełniony. Dzisiaj był najważniejszy dzień w jego życiu. Miał zmienić wszystko. Mógł odetchnąć, poprawiając ostatni raz krawat i jadąc z siostrą. Gdy znaleźli się na miejscu, zobaczył wiele znajomych twarzy i księdza. Podchodził do przodu, przełykając ślinę. Serce mu biło coraz szybciej, podchodziło do gardła. Czekał na swoją przyszłą małżonkę. Nie wiedział, kiedy się zjawi. Odwrócił wzrok, zauważając piękną, białą suknię. Uszyta była z wielu kosztownych, drogich materiałów. Idealnie dopasowywała się do Sakury. Szła w jego stronę. Był pewien, że nie zapomni tego dnia. Tego uśmiechu, jaki mu podarowała przed ołtarzem i słowa przysięgi, które połączyły ich na zawsze.



            Dlaczego tak szybko opowiadanie? Muszę mieć czas, aby napisać dłuższy rozdział, zaplanowany na 2 stycznia. Nie mam, jak na razie pomysłu, jednak mam nadzieję, że to co napisałam usatysfakcjonuje was. Piszę dłuższe opowiadania… A wiecie dzięki czemu? Dzięki Wam, że trwacie i jesteście ze mną na tym blogu! Postaram się nadrobić zaległości i odwiedzić również wasze blogi.  Jednak pamiętajcie szykują mi się egzaminy i sesja na studiach i może być nieco trudniej. Dam radę! Do usłyszenia. Czekam na wasze zamówienia. Utworzyłam KATEGORIĘ -> STRONY. Znajdziecie to w pobocznej karcie. (Zamówienia.) Będą realizowane po 2 stycznia. Życzę wszystkim Szczęśliwego Nowego Roku i wyśnionych marzeń, abyście spełnili więcej swoich postanowień i życzeń, niż 2014 roku!